Loading...
ANALIZY SIECIOPINIE

Dinozaury Kopacz i Jurny Stefan, które zabiły publikacje Wyborczej [ANALIZA + OPINIA]

„Czy nastąpił już koniec PiSu?” – to pytanie, najczęściej w prześmiewczym tonie, jest stawiane coraz częściej od kilkunastu dni, gdy Gazeta Wyborcza zapowiedziała prawdziwą „bombę”, mającą zaszkodzić wizerunkowo obecnemu rządowi. Jak pokazało życie, zapowiedzi m.in. Romana Giertycha czy Tomasza Lisa, musiały skonfrontować się z wielkim internetowym walcem, który już w minionym tygodniu przejechał po publikacjach o tzw. taśmach Kaczyńskiego. Jak zatem doszło do tego, że z „końca PiSu” doszliśmy do fali śmiechu i rozrywki, a wątek usilnie nagłaśniany przez Gazetę Wyborczą ustąpił miejsca innym, bieżącym wydarzeniom politycznym?

Szumne zapowiedzi

Poniedziałek, 28 stycznia 2019 r. W sieci zaczyna wrzeć. Twitterowe wpisy Tomasza Lisa, Romana Giertycha czy Jarosława Kurskiego podgrzewają atmosferę i rzucają zasłonę niepewności. „Co się stanie?”, „co opublikują” – zaczynają pisać internauci. Wiadomo tylko jedno: sugerują, że to będzie szok, który może wstrząsnąć polską sceną polityczną (a przynajmniej takie można odnieść wrażenie).

I tutaj zaczynają się schody. Bardziej uważni obserwatorzy zaczynają się zastanawiać o co może chodzić, kuluary podszeptują, że osławiony gorący temat to Srebrna i powrót do dyskusji o podmiocie, który był już osią setek artykułów. Do tego osoby zapowiadające „bombę” pozostawiają wiele do życzenia – kto jak kto, ale pojawienie się w gronie influencerów tematu Romana Giertycha, którego wypowiedzi sprzed lat i dzisiejsza postawa wzajemnie się wykluczają – nadały oczekiwaniu przynajmniej zdystansowanego, jeśli nie humorystycznego tonu.

Do pierwszej, wyjątkowo zabawnej sytuacji dochodzi w momencie, gdy Jarosław Kurski przeprasza czytelników za brak większego nakładu, ale przypomina o możliwości wykupienia prenumeraty. Mniej więcej w tym samym czasie na Twitterze zabiera głos inny dziennikarz Gazeta.pl, który nieopatrznie podcina narrację Kurskiego sugerując, że „wielkie artykuły lubią ciszę i spokój”, więc ktoś po prostu może spinować internautów. Jak wynika z dyskusji pod tweetem, nie wiedział, że w budowaniu napięcia bierze udział m.in. wicenaczelny GW.

Ja Cię nie mogę

Gdy przychodzi dzień publikacji, chyba wszyscy już wiedzą, że bomby nie będzie. Komentarze polityków opozycji pojawiają się w dużej skali o wiele później, niż tzw. prawej strony. Gdy włączają się do dyskusji, w mediach społecznościowych funkcjonują już dwa hashtagi – #TaśmyKaczyńskiego i #JaCięNieMogę. Trudno o lepszy dowód na niezbyt udany efekt publikacji – wydawało się bowiem, że ogólna rozrywka internetu (i to nie tylko prawej strony), rosła wprost proporcjonalnie do powagi osób uznających artykuły Gazety Wyborczej za tzw. gamechanger. Symbolem stały się słowa Jarosława Kaczyńskiego o spodniach przypominających piżamę, a kolejne publikacje przynosiły raczej marginalną dyskusję o niezbyt jasnych wątkach z taśm: propozycja nieprzyjętej przez współpracownika Kaczyńskiego łapówki (co stawia go przecież w pozytywnym świetle), czy same artykuły Wyborczej, która napisała swoiste „instrukcje” jak rozumieć opublikowane taśmy.

„Bomba” przykryta innymi

Styl i jakość opublikowanych artykułów, a także przegrzane zapowiedzi sprawiły, że w sieci pojawiły się pytania o faktycznych przyczynach ich ujawnienia. Powstała nawet teoria, że pojawienie się taśm miało zorientować uwagę opinii publicznej na nowym temacie, by przykryć zbliżającą się konwencję Roberta Biedronia. Jak jednak pokazują dane, nawet jeśli taki był zamysł – kiepsko to autorom wyszło – o czym za chwilę.

Jak pisaliśmy już w ubiegłym tygodniu – faktyczne zainteresowanie tematem #TaśmKaczyńskiego trwało zaledwie… jeden dzień. Gdy tylko zostały opublikowane – wskaźniki w mediach społecznościowych przybrały tendencję spadkową. Już w czwartek (a więc zaledwie 2 dni po publikacji „bomby”), o wiele bardziej media społecznościowe były zaintrygowane doniesieniami na temat Stefana Niesiołowskiego, niż publikacjami Wyborczej. Jak widać na poniższym wykresie – zainteresowanie Niesiołowskim nie tylko było większe w dniu pojawienia się tematu i internetowej akcji pod hashtagiem #JurnyStefan, ale praktycznie zdominowało #TaśmyKaczyńskiego na kolejnych… 5 dni. 

Ale to nie jedyny wątek, z którym przegrała Gazeta Wyborcza. Z pewnością poprzedniego tygodnia do udanych nie może zaliczyć była premier Ewa Kopacz. Najpierw sprawiła, że jej „naftalina” była jedną z przyczyn osłabionego przekazu konwencji PO, a chwilę później stała się obiektem tysięcy żartów po słowach o człowieku rzucającym kamieniami w dinozaury. Poniższy wykres przedstawiający liczbę wypowiedzi we wszystkich trzech tematach jasno pokazuje, że „bomba” Gazety Wyborczej ustąpiła w rankingu popularności także teoriom na temat człowieka istniejącego równocześnie z dinozaurami.

Analogicznie dane wyglądały w przypadku wspomnianej wcześniej konwencji Roberta Biedronia. Jeśli internetowe doniesienia miały jakiekolwiek podstawy, to autorom projekt zupełnie nie wyszedł. Niedzielna konwencja Biedronia w sieciowym zasięgu nie tylko nie została przykryta, ale zyskała większe zainteresowanie niż #TaśmyKaczyńskiego, informacje o Stefanie Niesiołowskim czy dinozaury Ewy Kopacz.

Koniec PiSu, którego nie było

Wszystkie powyższe dane składają się zatem na jeden wniosek – końca PiSu, tak szumnie zapowiadanego jeszcze w ubiegły poniedziałek, próżno szukać. Mimo pojawiających się kolejnych publikacji, wątek praktycznie nie zyskuje większego audytorium w sieci, co dla współczesnego obiegu informacji jest niezbędne. Temat nie tylko nie elektryzuje, ale wręcz został w części spacyfikowany przez swoich głównych influencerów jeszcze przed publikacją – dziś już głównie ze śmiechem kojarzą się zachęty do wykupienia prenumeraty, czy kupna innego tygodnika z dołączoną książką jednego z dziennikarzy.

Z kolei w wymiarze social mediów sprawa na obecną chwilę może zostać potraktowana jako temat marginalny, któremu nie przynoszą żadnego przełomu kolejne publikacje, a symbolem niech pozostanie większe zainteresowanie internautów teoriami Ewy Kopacz o dinozaurach, niż „bombą”, która miała naruszyć fundamenty obecnego rządu.

P.W.

Dane analityczne pochodzą z narzędzi badawczych unamo.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *